Cytat: No właśnie, jak to jest z tymi perkusjami? Może kompetentna osoba coś naświetli Ciągle mam wrażenie, że właściwie większość polskiej muzyki pop i rock z lat 80. jest nagrywana albo z automatem perkusyjnym albo z zestawem typu Simmons lub podobnym. Ten kawałek "Biały szron" (i siostrzany "Na drzewie") brzmi jak by grał tam automat. Jak oni (ci realizatorzy) to robili, że tyle utworów brzmi jak z elektroniczną perkusją? Czy były wtedy już urządzenia studyjne do takiego zmieniania dźwięku normalnych bębnów?
Bardzo proszę i cieszę się, że na coś mogę się jeszcze przydać.
Tylko Romantyczna i Więcej sexu były nagrywane z Simmonsami. Kombi miało typ V, my - prostszy model - bez tylu presetów ale brzmiący (po odpowiednim "ukręceniu") podobnie. Szron i Na drzewie były grane na tradycyjnej perkusji Rodgersa a jak perkusista dobry, to i gra równo. Wtedy większość zespołów korzystała z tych samych efektów bo studiów nie było za wiele. pamiętam pętle taśmowe na wąskim Studerze z różnymi prędkościami służyły jako delay, Tonpres miał AKG 64, był też Space Chorus Rolanda i każdy realizator miał swoje patenty, pierwsze utwory ZOO nagrywał słynny "Sława" Wesołowski ze swoim asystentem i wspólnikiem w produkcjach Papa Dance -"Maryśką" Zabrodzkim. Stutonowy walec np miał nagrane bębny i bass na przyspieszonych obrotach wielośladu, muzycy musieli grać znacznie szybciej i w wyższej tonacji a potem wszystko wracało do normalnej prędkości i utwór nabierał niesamowitej głębi i brzmienia, sprawdźcie to sobie pod tym kątem, utwór wcale się nie zestarzał. W lewym kanale słychać mojego starego Stratocastera, który jest słyszalny również na pierwszej płycie Manaamu w solach Ryśka. W prawym kanale w akordach pobrzmiewa Les Paul pożyczony od Waglewskiego. Wracając do Szronu, tam przebitki perkusyjne były nagrane podobnym sposobem ale przy zmniejszonej prędkości, po przyspieszeniu zabrzmiały jak timbalesy. Z automatami typu Roland TR-77 lub 505 nagrywali Kapitan Nemo i Papa Dance, choć na koncertach były żywe bębny.
Na Zachodzie wtedy królował Linn Drum i większość nagrywała na nim. Simmonsy świetnie słychać na płycie Paula Younga i np Classic Nouveau, ci ostatni na koncertach w Polsce używali właśnie elektronicznych bębnów. Wtedy nie były zbyt wygodne do grania - tłukło się pałką jak w deskę, ręce bolały. Dopiero później pojawiły się liczne pady Rolanda i innych firm używane od Budki po Czerwone Gitary i
kapele weselne bo to, w zależności od stylu, zmieniało się guzikiem brzmienie od czaczy po hard rocka, jak sobie państwo młodzi zażyczyli.
To tyle, jeśli byście mieli jakieś pytania o ZOO lub zamierzchłe czasy ówczesne, to proszę bardzo. Dla ułatwienia dodam, że graliśmy lub kolegowaliśmy się z Lady Pank, Kapitanem Nemo, Kombi (pół naszego składu było bowiem z Mławy!), Papa Dance (ach, ten realizator!), Mechem, Turbo, Azylem P., Ayą RL, Exodusem i kilkoma innymi.
Pozdrawiam bardzo.